Pan Tadeusz
W tę to jamę szczurzą, która była mieszkaniem Nagów, wciągnięty został Riki i, zaprawdę, czyn to był odwagi wielkiej. Nie każdy, nawet dorosły ichneumon odważyłby się iść za jadowitym wężem aż do jego schroniska. Było tam całkiem ciemno i Riki nie mógł wiedzieć, czy przewód nory nie pozwala Naginie obrócić głowy. Wówczas byłoby już po nim. Nie zawahał się ani chwili i dał się wciągnąć, czyniąc tylko rodzaj hamulca z nóg przy spuszczaniu się po stromej pochyłości, przegrzanej słońcem ziemi. Za chwilę przestała się poruszać trawa u otworu jamy, a Darci powiedział z westchnieniem: — Przepadł. Należy mu się marsz pogrzebowy, był to bowiem wojownik nieustraszony. Poległ waleczny Riki. Nagina niewątpliwie ukąsi go w tym podziemiu. Pod smutnym wrażeniem zaimprowizował natychmiast poważny marsz pogrzebowy, gdy jednak doszedł właśnie do najbardziej wzruszającego miejsca, zakołysała się trawa u wylotu jamy i z wolna zaczął się wygrzebywać z gliny zabłocony, spotniały Riki, a gdy wyszedł na wierzch, kichnął i oblizał sobie wąsy.