Lord Jim

Potrzebuję tylko spojrzeć na pierwszego przechodzącego człowieka, by odzyskać ufność w siebie. Oni rozumieć nie mogą, co się we mnie dzieje. To, co zrobiłem tutaj, zasługuje na uznanie. — Rozumie się — odparłem. — A jednak nie powierzyłby mi pan własnego okrętu — co. — A niechże cię licho porwie. — krzyknąłem. — Dajże z tym pokój. — Aha. Widzi pan — zawołał — ale spróbuj powiedzieć to któremuś z nich tutaj. Nazwą pana głupcem, kłamcą, a może gorzej jeszcze. Tym więc sposobem mogę wytrzymać. Uczyniłem coś dla nich, ale i oni mi się odpłacili. — Kochany chłopcze — zawołałem — pozostaniesz dla nich zawsze niezbadaną tajemnicą. Nastało długie milczenie. — Tajemnicą — powtórzył. — Dobrze, więc zostaw mnie tu na zawsze. Gdy słońce zupełnie zaszło, ciemność coraz większa spadała na nas z każdym podmuchem wietrzyku. Na środku dróżki ujrzałem sylwetkę wiernego Tamb' Itama, a poprzez mroczną przestrzeń bystre me oko dojrzało białą postać chodzącą tam i na powrót po werandzie. Gdy Jim z nieodstępnym Tamb' Itamem udał się na wieczorny przegląd całej gospodarki, wróciłem do domu sam, gdzie spotkała mnie dziewczyna, czekająca widocznie na tę sposobność.